12 lekcji na 12 miesięcy Boryska

12 miesięcy już za nami. 12 miesięcy wzlotów i upadków, szczęścia, strachu i niewiedzy. Z okazji skończonych 12 miesięcy mojego syna, napisałam 12 lekcji, których nauczyłam się o sobie od niego.
1) Cierpliwość
To chyba najtrudniejsza lekcja. Bo komu nie puszczają nerwy, kiedy dziecko płacze kolejną godzinę, a Wy nie jesteście w stanie w spokoju umyć zębów? No, dalej, ręką w górę!
Najgorsze było dla mnie pierwsze pięć tygodni. Bezdzietne koleżanki zapewniały, że noworodek to tylko zmiana pieluchy, karmienie i spanie. O zgrozo! Nic bardziej mylnego i niech żadna przyszła mama w to nie wierzy! Owszem, moje dziecię, oszołomione wymuszonym porodem, w szpitalu nie płakało, ale nadrobiło stracone dni zaraz po wyjściu.
Możecie mi wierzyć, że dni spędzone w płaczu, to nic miłego. Szczególnie wtedy gdy jesteśmy głodne, niewyspane i chciałybyśmy wypić letnią chociaż kawę (bo ciepła/gorąca to już rarytas wyższej rangi). Także, przyznaję, brakowało mi cierpliwości, także ze względu na to, że kończyłam studia, egzaminy za pasem, a nauka w lesie. Szczęśliwie, poznaliśmy problem naszego Malucha, płacz ustał, a cierpliwość pozostała (choć nie zawsze jest łatwo).
img_20160410_203623
2) Nie musi być perfekcyjnie, żeby było idealnie
Wiadomo, że każda mama by chciała, żeby było perfekcyjnie. Jednak spójrzmy prawdzie w oczy – tak się nie da! Fajnie jest, kiedy dziecko, po prostu jest dzieckiem. Nie pozuje perfekcyjnie do zdjęć, nie jest perfekcyjnie czyste i niekoniecznie perfekcyjnie zachowuje się wśród ludzi. Ale jest idealnie, jeśli dziecko jest szczęśliwe i czuje, że z całą swoją nieperfekcyjnością wciąż jest kochane i akceptowane.
13002396_10209322572607163_4661557968410054160_o
3) Wszystko się da.
Miniony rok uświadomił mi, że nie ma rzeczy niemożliwych. Jest tylko złe podejście. Nie był to najłatwiejszy rok. Głównie ze względu na to, że przez większość dotychczasowego życia Borysa mierzyłam się z ukończeniem studiów (pisałam o tym TUTAJ). Kiedy ta walka dobiegła końca, nasze życie zmieniło się diametralnie – jesteśmy spokojni, wyluzowani i stawiamy na zabawę!
img_20160430_114501
4) Sztuka wybierania priorytetów
Kiedyś wszystko, co było na liście ‚to do’ było priorytetem. Od kiedy jest Borys, okazało się, że priorytetem jest poświęcanie mu czasu, wyjście z nim na spacer i przygotowanie posiłków.
borysblog
5) Jestem silniejsza niż mi się wydaje
I nie chodzi tu wcale o siłę fizyczną, ale psychiczną. Z natury jestem człowiekiem – bojągwą, ale ten rok nauczył mnie, że jeśli jest potrzeba, to jestem w stanie wszystko znieść bez mazgajenia się.
img_20160822_151101
6) Sztuka mówienia ‚nie’
Odmawianie raczej też nie jest moją mocną stroną. I to nie dlatego, że zawsze wszystko mi pasuje, ale dlatego, że nie chce być niemiła i kogoś urazić. Na szczęście, macierzyństwo nauczyło mnie, że nie mam obowiązku robienia czegoś wbrew mojej woli i zasadom. Po prostu, są sytuacje, w których trzeba odpowiedzieć ‚nie, dziękuję’.
img_20160906_130132_hdr
7) Nie wszyscy będą mnie lubić
No i ok. Nie muszą. I tak samo nie wszyscy będą popierać moje wybory jako matka. Ba! Nie wszyscy nawet będą popierać sposób, w jaki wychowuję moje dziecko. Dopóki moje dziecko jest szczęśliwe, będę postępowała po swojemu. Wbrew wszystkim negatywnym opiniom.
20161121-135553
 
8) Macierzyństwo pokazuje, kto jest prawdziwym przyjacielem
Tak, tak. Z moich obserwacji tak właśnie wynika. Już sama ciąża zweryfikowała wiele relacji. Mam w swoim kręgu osoby, które nie mają dzieci, ale mimo wszystko bardzo chętnie się z nami spotykają. Mówiąc ‚nami’ mam na myśli mnie i Borysa. I nie przeszkadza im, że Borys pół spotkania piszczy, bo akurat ma taką myśl. One nadal są. To chyba coś znaczy.
img_20160822_151101
9) Otwórz się na nowe znajomości
Tak, jak dzieci nawiązują nowe przyjaźnie w piaskownicy, tak samo my dorośli powinniśmy do tego podchodzić ‚na luzie’. Mi ten rok przyniósł kilka nowych, ciekawych znajomości. Takich zupełnie na luzie i bez zbędnego nadęcia. Niektóre były bardzo nieoczekiwane. I właśnie te są najlepsze!
dsc_1009
10) Mamy rozmawiają głównie o dzieciach
To trochę punkt z przymrużeniem oka. Którego absolutnie nie krytykuję. Po prostu tak jest. Mamy wymieniają się doświadczeniem, przeżyciami. Radzą się siebie wzajemnie. No tak po prostu jest, że głównym tematem są dzieci, mąż i problemy z teściową. Piąteczka!
img_20161103_151608_hdr
11) Dziecko wszystko zmienia
Naprawdę zmienia. Nie znaczy to wcale, że na gorsze. Zmienia dużo na lepsze. Ja, np. przestałam się AŻ tak przejmować opinią innych (ale cały czas nad tym pracuję). Nauczyłam się odpuszczać (a to też nie było łatwe, bo jako zodiakalny lew lubię być królową). Dziecko zmienia postrzeganie świata i siebie samego. I z tego miejsca mówię, że nigdy wcześniej nie czułam się tak dobrze sama ze sobą jak właśnie teraz, będąc mamą. I nigdy nie czułam się tak świadoma swoich wartości, jak teraz.
dsc_4236-2
12) Mama też człowiek
I teraz bez zbędnej ściemy i lukrowania. Macierzyństwo nie jest łatwą sprawą. To ciężka praca psychiczno – fizyczna, a szef jest bardzo wymagający, nie chodzi na kompromisy i nie zadowala się półśrodkami. Jest bardzo wymagający i wymaga naszego zaangażowania 24h na dobę.
Bycie w domu z dzieckiem bardzo zachęca do spędzania dnia w rozciągniętym dresie, bez makijażu i z fryzurą, a la ‚kocia kupka’ na czubku głowy. Wiem, co mówię, bo miewam takie dni.
Mimo wszystko, mama to nadal człowiek i nadal kobieta! I teraz, z tego miejsca, chcę podziękować mojemu mężowi za to, że od samego początku pozwalał mi na dbanie o tę kobiecość. Siłownia w godzinach kąpieli? No problem, mój mąż to ogarnął, a ja mogłam spokojnie wyginać się na jodze. Popołudnie na plotkach z koleżanką? Nie ma sprawy – bawcie się dobrze.
dsc_4585
 
To chyba najbardziej wzruszający post. Borys dzisiaj kończy rok. Wszystkiego najlepszego, Synku.
Ściskamy,
Karo i Borys

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *