Macierzyństwo po angielsku

Myślicie, że prowadzenie ciąży, poród i opieka medyczna nad dzieckiem w każdym kraju wygląda tak samo? Nic bardziej mylnego! Dzisiaj, specjalnie dla Was, Martyna opisała swoje doświadczenia z okresu ciążowego i porodu w Anglii. Jeśli jesteście ciekawi, to czytajcie dalej! 

Prowadzenie ciąży.

Bardzo zdziwiło mnie to, że po wykonaniu testu ciążowego, chcąc korzystać z opieki NHS (odpowiednik NFZ) trzeba zgłosić się do lekarza rodzinnego GP (general practitioner). Lekarz wypisuje skierowanie na badanie moczu. Jeśli  badanie moczu potwierdza ciążę, to lekarz kieruje na podstawowe badania krwi – morfologia, sprawdzenie grupy krwi itp. oraz do położnej, która będzie prowadzić ciąże. Przez cały czas trwania ciąży nie ma kontaktu z ginekologiem, chyba że położna uzna, że jest to konieczne. Na pierwszym spotkaniu położna mierzy ciśnienie i zakłada kartę ciąży i kieruje na pierwsze USG, które odbywa się w 12-15tydz ciąży (jest to zależne od dwóch czynników: 1) jak szybko zgłosisz się do lekarza oraz 2) jak długo czekasz na spotkanie z położną). W moim przypadku, USG było w 16tyg, bo czekałam 2 tygodnie na wizytę do lekarza. I tydzień do położnej. Dramat!

Usg jest wykonywane w szpitalu, dostajesz list do domu kiedy masz się zgłosić do szpitala na badanie, więc przez pierwsze 12tyg ciąży jesteś pozostawiona sama sobie bez żadnej opieki. Tzw. selekcja naturalna, jeśli nie poronisz to huraaa! według angielskiej służby zdrowia jesteś naprawdę w ciąży. Od tej pory spotykasz się z położną co ok 3tyg. Na każdym spotkaniu położna mierzy ciśnienie, sprawdza obecność białka w moczu i słucha takim przenośnym dopplerkiem czy serduszko bije prawidłowo. Kolejne USG jest w 20tyg ciąży. W trakcie tego badania sprawdza się czy dzidzia rozwija się prawidłowo i, na życzenie pacjenta, można poznać płeć dziecka. I na tym kończą się badania usg.

Od tej pory położna sprawdza prawidłowy rozwój ciąży na podstawie śmiesznego badania: sprawdza długość brzucha w cm od dna macicy do spojenia łonowego. Ile wyjdzie cm tyle tygodni ma twoja ciąża. W moim przypadku brzuch pokazywał zawsze o 2cm mniej. No i standardowe badanie moczu, ciśnienie. Od 30tyg spotkania z położną są co 2 tyg. I teoretycznie przygotowuje się plan porodu, rozmawia się z położna na temat karmienia itp. Moja położna nie była specjalnie pomocna, głównie dawała mi jakieś broszury do czytania.  Moje ostatnie spotkanie z położną było w dniu przewidywanego terminu porodu i już w tym dniu położna umówiła mnie na wywołanie porodu na 14 dni po terminie, ale urodziłam równe 7 dni po terminie. To co mnie denerwowało najbardziej, to czekanie dwa tygodnie na wizytę u GP. To opóźniło moje pierwsze usg, nie mogli mi wykonać badania na ryzyko wystąpienia u dziecka zespołu Downa. Poza tym, nie podobało mi się to, że w trakcie trwania całej ciąży przeprowadza się tylko dwa badania USG. Jeśli ktoś ma ochotę na więcej, musi się umówić prywatnie. Ja jeździłam do Birmingham (100km w jedna stronę) do Polskiej kliniki. Byłam tam 3 razy (wizyta 150-170£) i raz w trakcie pobytu w Polsce. Co więcej, skoro nie ma się stałego kontaktu z lekarzem ginekologiem, to położna powinna sprawdzać, czy przypadkiem nie występują żadne infekcje, a, mówiąc szczerze, nikt tego nie robił. Badania, typu krzywa cukrowa, w ogóle nie są wykonywane, chyba że ktoś w rodzinie choruje na cukrzyce. No i jak można określić, czy dziecko prawidłowo się rozwija, dotykając jedynie brzucha? Ale jest jeden plus: przez całą ciążę i rok po porodzie matka ma darmowe recepty (tu się nie płaci za leki tylko za wystawienie recepty) i leczenie u stomatologa.

img_2484

Przebieg porodu

Zazwyczaj pisze się plan porodu, konsultuje się go ze swoja położną. Uwzględniasz, czego oczekujesz od personelu, możesz zdecydować czy poród ma przebiegać ze znieczuleniem i jeśli tak to jakim: domięśniowy zastrzyk (chyba) w udo lub znieczulenie zewnątrzoponowe w kręgosłup (epidural), czy zgadzasz się na cesarskie cięcie, jeśli będzie to konieczne, czy zgadzasz się na kleszcze, transfuzje krwi itp. Zanim jednak pojedzie się na porodówkę, twoim obowiązkiem jest zadzwonić na oddział i upewnić się, czy to aby NA PEWNO czas, żeby się tam pojawić. Nie istnieje taka możliwość, że zostanie się przyjętym, jeśli skurcze są rzadsze niż co 4-5 min, czyli jeśli w trakcie skurczu nie jesteś w stanie już wydusić z siebie słowa, to znak, że masz przyjechać! Ja trochę skłamałam, że odeszły mi już wody, bo kazano mi wziąć przeciwbólowy paracetamol, ale w Anglii jest to norma, że paracetamolem leczy się wszystko.

Sama porodówka wygląda jak SPA! Dosłownie! Piękny, nowoczesny wystrój, oświetlenie ledowe, przytłumione światło, możesz zapalić sobie świeczki, przywieźć swoją płytę z muzyką. Naprawdę bardzo fajnie to wyglądało.

Przy porodzie nie ma lekarza. U mnie była tylko jedna położna, chociaż uważam, że przy porodzie w wodzie powinny być dwie. Po urodzeniu standardowo skala Apgar, kładą dziecko na wagę, mierzony jest obwód główki, ale, co mnie zdziwiło, nie mierzy się dziecka na długość. Noworodek nie jest tez kąpany. Po prostu, noworodek zostaje wytarty w ręcznik, owinięty kocykiem. Omawia się też kwestię karmienia: czy dostawić je do piersi, czy mają podać butelkę z mlekiem modyfikowanym. Jeśli decydujemy się na karmienie piersią, położne pokazują, jak prawidłowo przystawić dziecko.

Oddział położniczy

Jeśli chodzi o oddział położniczy, bardzo fajne było to, że wszystkie kobiety na sali są oddzielone od siebie zasłonami, więc nawet kiedy przychodzą goście, to nikt nikogo nie widzi, pełna intymność.  Goście mogą przychodzić w wyznaczonych godzinach, docelowo u każdej pacjentki może być tylko jeden gość.  Opieka położnych na położniczym pozostawia wiele do życzenia, nie reagują na przywoływanie ich dzwonkiem, więc postanowiłam opuścić szpital na moją odpowiedzialność, jednak zanim to się stało, była też wizyta pediatry, który zbadał Marcelinie wzrok, serduszko. W zasadzie był to jedyny raz, kiedy badał ją pediatra od czasu narodzin.

Co po wyjściu ze szpitala?

Do 10 doby po urodzeniu, odwiedza rodziców położna, która obserwuje, jak rodzice sobie radzą. U nas była co 3 dzień. Z przychodni, do której należysz zostaje przydzielony Health Visitor, czyli osoba, która sprawuje tak jakby opiekę nad rodzicami i dzieckiem, pod względem zdrowia psychicznego i fizycznego i zajmuje się rodziną, dopóki dziecko nie skończy 5 lat. Ma za zadanie wspierać psychicznie matkę jeśli ma problemy, kierować do specjalistów w razie potrzeby, ale tez „patrzy na ręce” czy dobrze opiekujesz się dzieckiem, czy masz dobre warunki mieszkaniowe, pod kątem ewentualnej przemocy w domu. U nas była już dwa razy. Pierwszy raz po ok. tygodniu od dnia porodu. Oprócz tego, że Marcelinie sprawdziła słuch, to wypytywała też o moje relacje z mężem – jak się zmieniły po porodzie, czy mąż bierze aktywny udział w wychowywaniu dziecka, ale też udzielała praktycznych rad, np. gdzie trzeba się zgłosić, żeby odebrać akt urodzenia. 

Opieka medyczna dziecka

Kiedy dziecko skończy 6 tygodni, trzeba się z nim zgłosić do GP, który sprawdza stan skóry dziecka, obwód główki, wzrok, serduszko, brzuszek i bioderka. Zdziwiło mnie to, że nikt nie zaleca tu, aby podawać witaminę D. Co więcej, pierwsze szczepienie jest dopiero po skończonych 8 tygodniach. Cała procedura, to absolutny hit! Po pierwsze, dostajesz list, że musisz zaszczepić dziecko i informują, że trzeba się na szczepienie umówić w przychodni. W dniu szczepienia nie ma ŻADNEJ konsultacji z lekarzem – po prostu, wchodzi się do gabinetu zabiegowego i dziecko zostaje zaszczepione, więc tylko i wyłącznie moja stanu zdrowia dziecka się liczy.

Jednorazowo podawane są trzy zastrzyki + szczepionka w syropie. I teraz tak. Kłucie pierwsze, to szczepionka 5 w 1 (błonica, tężec, krztusiec, polio, HiB). Zastrzyk drugi to pneumokoki. Trzecie kłucie, to szczepienie na meningokoki. A syrop to rotawirus. Następne szczepienie jest w wieku 12 tygodni. Wtedy dziecku podawana jest druga dawka szczepienia 5 w 1 oraz druga dawka na rotawirus.

Największą ciekawostką jest jednak to, że w Anglii nikt nie szczepi dziecka na WZW B.

img_1701

 

Macierzyństwo

Przeklęty ten, kto mówi, że noworodek to tylko karmienie, spanie i zmiana pieluchy! Mimo wszystko, nigdy bym się nie spodziewała, że więź matki z dzieckiem może być tak silna. Siła wyższa zdecydowała, że musiałam przestać karmić piersią i przejść na mleko modyfikowane.

Zawsze śmiałam się z kobiet, które mówiły, że po porodzie przestają kupować sobie, bo wolą kupić dziecku. Trochę to niedorzeczne i śmiesznie brzmiące słowa, ale teraz sama jestem jedną z nich. Każdego dnia cieszą mnie Marcelinki małe kroczki w rozwoju, a uśmiech wynagradza wszystkie nieprzespane noce.

I choć moje dotychczasowe życie zmieniło się kompletnie, to i tak nie wyobrażam sobie bez Marceliny życia. Czasem tylko siadam i się zastanawiam, co robiłam z moim wolnym czasem przed porodem, którego miałam tak dużo!

img_1700

Marcelinkę i jej Mamę możecie śledzić TUTAJ.

Tego nie mów!

Są zdania bądź pytania, które szczególnie działają na nerwy kobietom w ciąży lub na urlopie macierzyńskim. Bo albo mijają się z prawdą, albo są tak niedorzeczne, że nie ma się ochoty na nie odpowiadać. Szczególnie, jeśli słyszy się te pytania codziennie albo i kilka razy w ciągu dnia.
Postanowiłam zatem wypisać kilka pytań oraz zdań, które niby nie mają negatywnego wydźwięku, a jednak…
1. Jak się czujesz?
Pytanie chyba najczęściej się pojawiające. Zawsze odpowiadałam na nie ‚dobrze’, chociaż nie zawsze dobrze się czułam, a czasem najzwyczajniej w świecie nie miałam żadnej innej odpowiedzi bądź nie chciało mi się z danym pytającym rozwijać tematu. Wiadome jest, że często to pytanie wynika z grzeczności, ale zazwyczaj stawia ciężarną w kłopotliwej sytuacji, bo jak tu odpowiedzieć zatroskanej cioci, że jednak źle, a tym samym uniknąć wysłuchiwania jak to było, kiedy ona była w ciąży i czuła się fenomenalnie? No cóż, tylko pogratulować i odpowiedzieć, że jednak ‚dobrze’.
2. Nie boisz się, że przytyjesz?
Kolejne kłopotliwe pytanie. No bo nawet jeśli się obawiam, że nie uda mi się wrócić do dawnej figury, to co mam z tym zrobić? Chyba każdy jest świadomy tego, że ciało po ciąży się zmienia i nie da się tego uniknąć. Tak samo tycia. Jedne kobiety tyją mniej, drugie więcej, ale każda coś przybierze. Ja moje dodatkowe kilogramy tłumaczyłam sobie tym, że część z nich jednak należy do dziecka.
3. Boisz się porodu?
Kolejne z pytań, które znajdują się na czele listy. Wiadomo, że kobieta się boi. Każda czegoś innego. Jedne bólu, inne jakimiś nieprzewidzianymi sytuacjami w trakcie. Ja osobiście, bardziej niż porodu, bałam się po prostu… leżeć w szpitalu! A poza tym, podobnie, jak w przypadku dodatkowych kilogramów, jest to nieunikniony element ciąży i żaden strach tego nie powstrzyma. Można natomiast nie zadawać tego pytania i zaoszczędzić ciężarnej niepotrzebnych nerwów i nakręcania się.
Teraz seria zdań i pytań, które niezwykle irytują mamy na macierzyńskim.
1. Przecież jesteś na urlopie.
Ekhm, o jakim urlopie my rozmawiamy? Bo jeśli dla kogoś dzielenie obowiązków domowych i tych związanych z maluchem to urlop, to szczerze podziwiam i chylę czoła. Chciałabym tak przez jeden dzień nie robić nic, tylko oglądać seriale i czytać książki. No, może jeszcze wyszłabym na spacer, bo uzależniłam się od tego, nie ukrywam. Szczególnie denerwujące są te słowa z ust kogoś, kto NIE MA dzieci i zna jedynie zabarwione historie o tym, jak to na macierzyńskim się wypoczywa.
2. Przecież noworodek tylko śpi i je. No i jeszcze pieluchę trzeba mu zmienić. 
I znowu pada to zdanie z ust osób bezdzietnych, które, znowu, znają takie historie od koleżanek, które wychowane w duchu, że o dziecku i macierzyństwie nie wolno mówić źle, koloryzujące jak jest cudownie. A czemu żadna mamusia nie wspomina o nieprzespanych nocach, których nie da się nadrobić w ciągu dnia? A dlaczego nikt nie wspomina o tym, że podczas karmienia piersią, szczególnie na początku, je się ciągle gotowany ryż i kurczaka? A głośno, to czemu nikt nie mówi o szalejących hormonach po porodzie? No, słucham, mądrale?
3. Jak ja miałam małe dzieci…
Chyba nie ma zdań, które irytują mnie bardziej niż te zaczynające się od ‚jak ja byłam w twoim wieku…’ lub ‚za moich czasów to było inaczej’. Czasy się zmieniają i ludzie też są różni, więc po co niepotrzebnie porównywać? Każdy ma swoje podejście do macierzyństwa i rodzicielstwa, co nie oznacza, że jest się złym rodzicem, bo robimy inaczej niż babcia Helenka.
4. A czym karmisz?
I w tym momencie pojawia się jeszcze pełne oczekiwania spojrzenie na odpowiedź ‚no przecież, że piersią!’. A jakie jest rozczarowanie i zniesmaczenie, jeśli jednak odpowiedź brzmi ‚sztucznie’ (czyli mlekiem modyfikowanym). Wiem doskonale, o czym mówię, bo też przez pryzmat karmienia zostałam oceniona (na chyba złą matkę). Jest to jedno z tych pytań, których nigdy nie zadałam, bo wychodzę z założenia, że po pierwsze nie tylko nie jest to moja sprawa, po drugie jeśli dziecko jest najedzone (i dzięki temu szczęśliwe) to w czym problem?
5. A dlaczego ty go tak nosisz na rękach?
I po tym pytaniu zazwyczaj pojawia się pouczenie, jak to się dziecko rozpuści, a później ciężko oduczyć i tylko problem jest. No cóż, moje ręce, mój problem – noszę. Na samym początku pojawiały się u nas o to sprzeczki, bo mój luby się osłuchał i później mądrości w życie wprowadzał. Problem zniknął, kiedy podesłałam mu mądry ARTYKUŁ o zbawiennym wpływie noszenia dziecka na dziecko.
To jest lista pytań, która na mnie osobiście działa jak czerwona płachta na byka.  Koniecznie podzielcie się w komentarzach na jakie pytania Wy nie lubicie odpowiadać lub jakie zdania wyprowadzają Was z równowagi.

3, 2, 1… zaczynamy!

W końcu się za to zabraliśmy. Zajęło nam to całe 8 miesięcy, ale lepiej późno niż wcale. Jeśli jest tu ktoś ciekawy, jak wygląda nasze życie (mamowymi, Borysowymi, a może i nawet tatowymi oczami), to zapraszam do śledzenia naszej strony.

Tymczasem, na dobry początek, listopad na zdjęciach z Instagrama. (możecie nas śledzić TUTAJ)

picture-5 picture-4 picture-3

picture-2

picture-1 picture-6 picture