Nie taki diabeł straszny, czyli ciąża nieplanowana

Kilka dni temu minęło 2 lata, kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Niby nowina żadna, gdyby nie fakt, że ciąża była zupełnie nieplanowana, czyli, nazywając rzeczy po imieniu, zaliczyłam klasyczną wpadkę. 
Nie będę ukrywać, że skakałam pod sufit z radości. Nie będę nikomu mówić, że od razu pobiegłam kupić małe buciki, które później położyłam mężowi (wtedy jeszcze narzeczonemu) na poduszce. I nie będę też mówić, że od razu pokochałam moje dziecko. Nie.
Miałam zupełnie inny plan na moje życie. Myślałam, że mam wszystko pod kontrolą, a moje życie biegnie dokładnie takim torem, jaki sobie wyznaczyłam. Jest jasno ukształtowany – najpierw praca, ukończenie studiów, później jeszcze trochę pracy i dopiero dziecko. Czyli, według tego planu, dziecka powinnam się spodziewać za rok. Tymczasem mam roczne dziecko.
W zasadzie z informacją o ciąży oswajałam się prawie 3 dni. 3 dni płakałam i żyłam nadzieja, że może jednak, w jakiś magiczny sposób, test się pomylił. Ale się nie pomylił i patrząc na to teraz, z perspektywy czasu, powiedzenie ‚nie taki diabeł straszny, jak go malują’ ma jakiś sens. Bo faktycznie tak strasznie nie jest i w sumie nie było, a wszystkie rzeczy, których się obawiałam, ułożyły się same. Naprawdę, same.
W zasadzie moje obawy dotyczyły kwestii finansowych i pracy. No i studiów, które kończyłam, w które moi rodzice dużo zainwestowali, i na które musiałam dojeżdżać 200km. Studia, które były już na finiszu, a na termin składania pracy magisterskiej, przypadał poród. To wszystko przerażało mnie dużo bardziej niż fakt, że za 9 miesięcy w moje ręce wpadnie mała istotka, za którą będę w pełni odpowiedzialna i ktorej trzeba zapewnić najlepszy byt na świecie.
I kiedy już oswoiłam się z tą myślą i naprawdę zaczęłam się cieszyć tym wszystkim, uświadomiłam sobie, że żadne pieniądze ani bogactwo, żadne wykształcenie ani najlepsza praca na świecie nie zapewnią dziecku tego, co MIŁOŚĆ. I że można być biednym, ale dziecko dzięki tej miłości jest bogate. Czuje się chciane i akceptowane. Czuje się ważne i w zasadzie nie odczuwa, że u rodziców w portfelu jest dużo mniej pieniędzy niż u innych kolegów.
Ktoś mógłby mi tu zarzucić, że jestem taka cwana i mądra, bo nie byłam w ciąży mając lat naście, tylko 24. Jasne. Zgadzam się z tym. Ale znam mamy, które w młodym wieku zostały mamami i radzą sobie świetnie. Odważę się nawet stwierdzić, że radzą sobie lepiej ode mnie, jeszcze bardziej cieszą się macierzyństwem i wcale nie mają poczucia zmarnowanego życia czy niewykorzystanych szans.
Dziecko kończy pewien etap naszego dotychczasowego życia, ale zaczyna coś zupełnie nowego – dzikiego i nieprzewidywalnego. I, wierzcie mi na słowo, podjęcie decyzji o dziecku jest bardzo trudne, bo nigdy nie ma na nie dobrego czasu. Zawsze jest coś – studia, kariera, brak mieszkania albo kredyt. I teraz, po tych dwóch latach, kiedy moje dziecko smacznie śpi i przybrało twarz anioła, stwierdzam, że ta wpadka była jedną z najlepszych rzeczy, która mnie w życiu spotkała i mam to, co jest w życiu najważniejsze – bezgraniczną i szczerą miłość. ❤
Ściskamy,
Karo i Borys.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *