Moja organizacja czasu

Z organizacją czasu bywa u mnie bardzo różnie. A w zasadzie, wpadam ze skrajności w skrajność, czyli albo wypisywałam całą masę zadań do zrobienia i faktycznie je realizowałam, tylko po to, żeby udowodnić całemu światu, że się nie obijam na macierzyńskim, albo, oprócz najważniejszych obowiązków, nie robiłam zupełnie nic. I w jednym, i w drugim przypadku nie rezerwowałam czasu dla siebie, na trening, domowe SPA czy wieczór z książką. Powiem więcej, i w jednym, i w drugim przypadku kończyłam dzień bardzo zmęczona nadmiarem bzdurnych zadań albo lenistwem.

Od jakiegoś czasu zaczęłam analizować co robię nie tak i jak temu zapobiec. Generalnie, lubię mieć więcej obowiązków, bo wtedy mam poczucie, że jestem przydatna i że wykorzystuję czas, więc dzień nie będzie zmarnowany, z drugiej jednak usilne zapełnianie dnia bzdurami wzbudzało wewnętrzną frustrację.

Myślałam nad tym długo, jak to wszystko rozwiązać, żeby wilk był syty i owca cała, czyli żeby obowiązki były wykonane, ale żeby był też czas na przyjemności.

 

na-bloga3

Przede wszystkim, zaczynam dzień razem z moim synem, czyli ok. 7. Wcześniej, jak mąż był w domu, trochę to wykorzystywałam i dosypiałam. Nie był to zbyt rozsądny pomysł, bo budziłam się z gigantycznym bólem głowy i wcale wyspana się nie czułam. Teraz wprowadziłam zasadę wcześnie się kłaść i wcześnie wstać.
Po drugie, nie ukrywam, że lubię poleżeć dłużej w łóżku i jeszcze przed śniadaniem przejrzeć cały Internet, czyli głównie Instagram. Walczę z tym cały czas, bo jest to największy pochłaniacz czasu. Teraz, kiedy Borys jest nakarmiony i widzę, że nie usiedzieć w łóżku ani minuty dłużej, wychodzę z niego razem z nim i rozpoczynam swój dzień. Zazwyczaj jest to koło godziny 8. Zaczynam dzień szklanką ciepłej wody z cytryną, bo jest to pierwszy krok do wypicia 1,5l wody w ciągu dnia.
na-bloga2
Kolejnym etapem jest to, żeby przed pierwszą drzemką Borysa wykonać najważniejsze zadania danego dnia (albo przynajmniej je zacząć). Każdego dnia jest to coś innego, np. ugotować obiady (dla nas i dla Borysa), wstawić pranie czy posprzątać. W trakcie drzemki zawsze mogę te czynności już tylko dokończyć albo wypić w spokoju kawę i np. wstawić nowy wpis albo zrobić trening.
na-bloga1
Cały czas się w takim podejściu doskonalę, zdarza mi się błądzić i jednak gdzieś zawalić. W końcu nikt nie jestem robotem i czasem zdarza się kryzys, ale się nie poddaję, bo widzę, jakie plusy z tego płyną.
Miłego piątku,
Karo i Borys